Właściciel Legii oskarża byłych wspólników o próbę destabilizacji

2017-08-29 10:39 Sport
komentarze ()
Właściciel Legii oskarża byłych wspólników o próbę destabilizacji

Właściciel Legii oskarża byłych wspólników o próbę destabilizacji

2017-08-29 10:39 Sport

Po wstydliwej porażce z Sheriffem Tyraspol, warszawska Legia Warszawa nie awansowała do fazy grupowej Ligi Europy, zaś właściciel klubu, Dariusz Mioduski, musi odpowiedzieć na kilka trudnych pytań. Kibice oskarżają go choćby o złe transfery, głównie o to, że nie był w stanie zatrzymać odpływu zawodników.

 

Legia wygrywa z Zagłębiem, trybuny szydzą, Michał Pazdan z czerwoną kartką. - Nie umiałem zatrzymać gwiazd? Odszedł tylko Vadis Odjidja-Ofoe, a ja próbowałem do tego nie dopuścić. Pierwszy raz zdarzyło się, że w okienku odszedł tylko jeden piłkarz. Nowi zawodnicy zostali sprowadzeni i to za konkretne pieniądze. Prawdą jest, że nie przyczynili się do awansu do pucharów, ale wierzę, że odpalą - mówi właściciel stołecznego klubu.

 

Mioduski zaznacza, że nie ma do siebie pretensji o transfery piłkarzy takich jak Armando Sadiku czy Cristian Pasquato.

 

- Będę miał, jeśli ci piłkarze nie odpalą. Ale dziś jeszcze nie jestem w stanie tego ocenić. Nie śpię po nocach, bo mi się przypominają dwie głupio stracone bramki: w Astanie i z Sheriffem powinniśmy byli wygrać bez żadnych transferów i bez Vadisa. Mamy wystarczająco silną kadrę. Dziś dla nas jest jeden cel - mistrzostwo Polski.


W mediach społecznościowych po odpadnięciu Legii na klub i właściciela spadła fala krytyki, często inspirowana przez byłych pracowników oraz współwłaścicieli klubu.

 

 

- Ten artykuł to próba destabilizacji Legii, jedna z odsłon kampanii, która trwa, od kiedy przejąłem klub - mówi Mioduski i zapewnia, że nie ma w ogóle tematu rozmów z byłymi wspólnikami. I nie będzie.

 

- Znów mamy duet Wandzel - Leśnodorski próbujący mieszać w Legii. Myślałem, że zapłaciłem im tak duże pieniądze, że znajdą sobie inne zajęcia. Będę robił swoje, więc to ciągłe destabilizowanie nie ma sensu. Wszyscy już wiedzą, jak wygląda ta gra. Gdyby chodziło o dobro Legii, to daliby spokój - mówi.

 

Sugeruje też, że klub stał się ofiarą brudnej gry.

 

- Gdy zaczynałem rozmowy z Vadisem, widziałem chęć pozostania i jedyne, w czym się różniliśmy, to pewne kwestie finansowe, ale do dogadania się. Dwa tygodnie później dowiaduję się, że zawodnik nie będzie tu grał za żadne pieniądze i zaczyna się powoływanie na obietnicę Leśnodorskiego, niezapisaną w żadnym kontrakcie, że będzie mógł odejść. W sprawie Vadisa nie mam sobie nic do zarzucenia. Na końcu musiałem podjąć decyzję racjonalną, czyli go sprzedać, bo za kilka miesięcy mógłby odejść za darmo. Thibault Moulin dostaje ofertę w dniu bardzo ważnego meczu i od razu jest to komunikowane w mediach. To nie przypadek. Zresztą to była oferta nie do przyjęcia, ale zawodnikowi mąci w głowie. Wypłynęły na światło dzienne pensje piłkarzy, co się przełożyło na perturbacje w szatni. Upubliczniane są wewnętrzne sprawy firmy. Osoby, które przez lata żyły z Legii, z całej siły walą w klub - mówi Mioduski.

14-letni uczeń pobity KASTETEM w szkole za swoje polskie pochodzenie

Następne newsy »