Świętował pokonanie raka. Zginął tego samego dnia

2017-08-07 17:55 Świat
komentarze ()
Świętował pokonanie raka. Zginął tego samego dnia

Świętował pokonanie raka. Zginął tego samego dnia

2017-08-07 17:55 Świat

31-letni Adam Fenton zniósł miesiące wyczerpującej chemioterapii. Kiedy okazało się, że nowotwór udało się pokonać, wybrał się świętować ten cud razem z przyjaciółmi na plażę Towan w Newquay (Wielka Brytania). Nie wrócił z imprezy w lokalnym pubie. Następnego ranka odnaleziono jego ciało u stóp wysokiego klifu. Zostawił narzeczoną i trójkę dzieci.

 

Młody mężczyzna planował ślub ze swoją narzeczoną, 33-letnią Carly Blackman. W przygotowaniach pomagały ich córki: 6-letnia Macie, 5-letnia Maddison i 13-letnia pasierbica Bayleigh. Zaledwie 2 tygodnie wcześniej rodzina spędziła wspólny dzień niemal dokładnie w miejscu tragedii. Teraz zostały im tylko zdjęcia i wspomnienia. Adam zginął w ubiegły piątek. Jak mówi niedoszła teściowa, Rebecca Watson, śmierć mężczyzny jest "tajemnicą". 53-latka podkreśla, że ojciec rodziny był szczęśliwszy niż kiedykolwiek i miał po co żyć.

 

 

Osiem lub dziewięć miesięcy temu 31-latek usłyszał druzgocącą diagnozę. Miał jedną z najbardziej agresywnych form raka. Nowotwór zaatakował serce, płuca i węzły chłonne. Ledwo przetrwał 6-miesięczną chemioterapię. Rodzina myślała, że już go straciła. A jednak stał się cud. Guzy zaczęły się zmniejszać i zniknęły. To była ogromna radość. Rodzina zjednoczona walką z chorobą nie mogła sobie wyobrazić niczego lepszego. Szczęście trwało 3 tygodnie.

 

- Mieli się pobrać, a teraz piosenki, które wybrali na wesele, zostaną zagrane na pogrzebie - mówi Rebecca Watson.

 

Szczęśliwy ojciec był wciąż za słaby, by wrócić do pracy dekarza. Znalazł w sobie jednak dość siły, by podzielić się radością z przyjaciółmi. 28 lipca wybrał się z nimi na pierwsze od dawna wyjście do pubu. Mieli świętować jego cudowne wyzdrowienie.

 

 

- Wypili po kilka drinków. Od wieków nigdzie nie wychodził - wyjaśnia 53-latka. Policja nadal stara się ustalić przebieg wydarzeń. Z tego, co mówią przyjaciele Adama, mężczyzna nagle zniknął im z oczu. Myśleli, że poszedł do domu.

 

Tymczasem Carly położyła dzieci spać i sama zasnęła. Po przebudzeniu zaczęła się zastanawiać, gdzie jest jej ukochany. Wtedy do drzwi zapukała policja z wiadomością o znalezieniu jego ciała. 31-latka u podnóży klifu odkrył o 6.30 przechodzień z psem. Śmierć mężczyzny jest wciąż traktowana jako niewyjaśniona.

 

- To prawdziwa zagadka - mówi Rebecca.

 

- W tym miejscu jest tylko metalowa barierka. Jeśli poszedł dalej, w krzaki, mógł nie zauważyć przepaści. Ale on przecież znał to miejsce jak własną kieszeń! Na pewno nie zrobił tego specjalnie. Nie miał powodu - mówi poruszona.  

 

Jakby tego było mało, kiedy rodzina poinformowała pomoc społeczną o śmierci Adama, urzędnik przez przypadek wstrzymał wszystkie zasiłki. Carly została w żałobie, z trójką dzieci i bez grosza przy duszy. Bliscy zorganizowali zbiórkę w internecie, by choć trochę ulżyć jej w codziennym życiu. Wyjaśniają też nieporozumienie w urzędzie. Nie wiadomo jednak, jak długo to potrwa.

Masz to na swoim samochodzie? Zapłacisz 750 zł kary DZIENNIE

Następne newsy »